Mówią, że fotografowanie jest pretekstem do spotkania z innym człowiekiem, sposobem na odkrycie czyjejś historii.
Że skłania do dialogu, zbliża i uwrażliwia.
Pewnego dnia nauczę się fotografować i dostrzegę postacie stojące za plecami.
sobota, 29 września 2012
czwartek, 16 sierpnia 2012
Performensy i happeningi homo ludens sapiens
Z zeszłorocznym G!Festivalem kojarzy mi się budka komplementów. Wymyśliła ją F. ze znajomymi. Zbili z desek mały kiosk, w zasadzie sam fronton i zainstalowali go przy wejściu na pole namiotowe. Z okna budki zagajali przechodniów. Kto chciał, mógł stanąć przed kioskową komisją i usłyszeć na swój temat kilka ciepłych słów.
– Staraliśmy się mówić o cechach charakteru, nie o wyglądzie. Jeśli nie znaliśmy danej osoby, to dopytywaliśmy o miejsce zamieszkania i krewnych. Z tego mogliśmy wywnioskować coś konkretniejszego – opowiadała F.
Potem był Summar Festivalurin i incydent z nastolatkiem, który zapadł w śpiączkę po przedawkowaniu narkotyków.
Historia zatoczyła koło. Miesiąc temu mieliśmy G!Festival, dwa tygodnie później Summar Festivalurin, a w międzyczasie, tuż przed Ólavsøką, pierwszą dużą farerską paradę równości. Gościem honorowym Faroe Pride był islandzki komik i burmistrz Reykjavíku Jón Gnarr.
[foto © Kristfríð Tyril/momo, Lydia Hansen, Olaf Olsen, Álvur Haraldsen/Portal.fo, Eyðbjørn Jacobsen/Eydbii.com, Nordlysid.fo, LGBT Føroyar]
niedziela, 15 lipca 2012
Tajemnicze lądowanie polskiego bombardiera
W piątek 13 lipca na lotnisku Vágar wylądował Bombardier Q400 kupiony niedawno przez PLL LOT. - Wizyta miała charakter techniczny. Samolot wystartował w Farnborough. Na pokładzie nie było pasażerów - ujawniła dziewczyna z biura obsługi Atlantic Airways.
- Bombardier leciał do Kanady z międzylądowaniem na Wyspach Owczych i w Islandii. Dzięki temu mieliśmy możliwość dokładnego przyjrzenia się maszynie - dodała kobieta z nadzoru obsługi technicznej.
- Bombardier leciał do Kanady z międzylądowaniem na Wyspach Owczych i w Islandii. Dzięki temu mieliśmy możliwość dokładnego przyjrzenia się maszynie - dodała kobieta z nadzoru obsługi technicznej.
środa, 20 czerwca 2012
Bezimienni przez pryzmat pryzm
„Along the roads all over the Faroe Islands, large stones have been erected. These are not stone posts and they have no other purpose than for us to see them and enjoy them. We may guess that the people who have made the roads erected these stones. It is enchanting to see how these anonymous sculptors have had an eye for the sculptural qualities of the rocks that they have chosen to erect, as well as care for how the rocks can add something new and exciting to the landscape. In some places, large areas along the roads have been almost covered with interesting piled or built-up sculptures”.
Bárður Jákupsson „Visual Arts in the Faroes”

“Podobne kopce można spotkać na wielu bezdrożach. Służyły jako punkty orientacyjne, gdy jedynym połączeniem między osadami były górskie ścieżki. Niektórzy wciąż dokładają do nich swoje kamienie, za pomyślność na szlaku”.
B. nieopodal Norðadalur
[pierwsze dwa zdjęcia © Sprotin, Jan Egil Kristiansen]
Bárður Jákupsson „Visual Arts in the Faroes”

“Podobne kopce można spotkać na wielu bezdrożach. Służyły jako punkty orientacyjne, gdy jedynym połączeniem między osadami były górskie ścieżki. Niektórzy wciąż dokładają do nich swoje kamienie, za pomyślność na szlaku”.
B. nieopodal Norðadalur
[pierwsze dwa zdjęcia © Sprotin, Jan Egil Kristiansen]
poniedziałek, 21 maja 2012
Brúdleyp í Stóru Dímun czyli niezwyczajny ślub
"W weekend na wyspie Stóra Dímun miał miejsce pierwszy ślub od 1979 roku. Goście i pastor dotarli na uroczystość helikopterem” - informują farerskie media.
Na Dímun mieszka na stałe osiem osób w jednym dużym gospodarstwie.
Nowożeńcy mają na imię Eva i Jógvan Jón.
(fragment artykułu w Atlantic Review: "Dawniej, gdy ludzie mogli dotrzeć na Dímun tylko łodzią, a później musieli wspinać się do farmy kilkaset metrów po stromiźnie, zdradliwe otoczenie pochłonęło wiele ofiar. – Warunki pogodowe odgrywają ważną rolę także dzisiaj – mówi Eva. – Bardzo często słyszę pytanie, czy nie obawiam się o swoje dzieci, o to, że pójdą za daleko i spadną z klifu. Ale nie czuję szczególnego strachu. Są w takim samym niebezpieczeństwie, jak wszędzie. W miastach zagrożeniem są pędzące samochody. Tutaj – śliska trawa i skały").
[foto © Erik Christensen, Liljan Weyhe, Arnold H. Nielsen]
Na Dímun mieszka na stałe osiem osób w jednym dużym gospodarstwie.
Nowożeńcy mają na imię Eva i Jógvan Jón.
(fragment artykułu w Atlantic Review: "Dawniej, gdy ludzie mogli dotrzeć na Dímun tylko łodzią, a później musieli wspinać się do farmy kilkaset metrów po stromiźnie, zdradliwe otoczenie pochłonęło wiele ofiar. – Warunki pogodowe odgrywają ważną rolę także dzisiaj – mówi Eva. – Bardzo często słyszę pytanie, czy nie obawiam się o swoje dzieci, o to, że pójdą za daleko i spadną z klifu. Ale nie czuję szczególnego strachu. Są w takim samym niebezpieczeństwie, jak wszędzie. W miastach zagrożeniem są pędzące samochody. Tutaj – śliska trawa i skały").
[foto © Erik Christensen, Liljan Weyhe, Arnold H. Nielsen]
niedziela, 29 kwietnia 2012
Natchnienie wyłowione z ponurych głębin
„Pewnego ranka zastałem na pokładzie „Brendana” czekającą na mnie niezwykłą parę. Dziewczyna była bardzo ładna. Miała piękne rysy twarzy, duże czarne oczy i – jak na Farerkę, które odznaczają się bardzo jasną karnacją – smagłą cerę. Ponieważ miała też długie czarne włosy i szeroką, fałdzistą spódnicę, w sumie przypominała Cygankę. O wiele jednak bardziej uderzającą postacią był jej towarzysz. Można by przysiąc, ze zstąpił prosto z ilustracji do którejś z baśni braci Grimm. Niewysoki, ale niezwykle silnie zbudowany, siedział nieruchomo na krawężniku burty. Na jego ubiór składały się solidne buty, szorstkie sztruksowe spodnie i domowej roboty brązowy sweter. Miał duże silne ręce rzemieślnika. Niewątpliwie najbardziej z tego wszystkiego imponująca była jego głowa w oprawie nadzwyczajnie wprost bujnego owłosienia, które tworzyło jednolitą kędzierzawą masę, zaczynającą się niemal u jego pasa, a kończącą dobrych kilka centymetrów ponad czaszką. Takiej fryzury nie powstydziłby się sam Neptun. Z poważnej twarzy okolonej tą gęstwą włosów patrzyły na mnie badawczo spokojne brązowe oczy. – Dzień dobry – przywitałem się po wejściu na pokład. – Państwo do mnie? Neptun nic nie odpowiedział, ale za to na całe pięć sekund wbił we mnie wzrok, zanim wreszcie przeniósł swe spojrzenie na dziewczynę. Ona też zabrała głos w jego imieniu: – Wczoraj w wywiadzie radiowym powiedział pan, że macie miejsce dla jeszcze jednego członka załogi i że chętnie widziałby pan kogoś z Wysp Owczych. Ten właśnie człowiek chciałby z wami popłynąć. – Dobry Boże! – przemknęło mi przez głowę – nawet banda wikingów dobrze by się zastanowiła, zanim przyjęłaby do swego grona takie indywiduum. – Tak, to prawda – powiedziałem głośno – ale szukam kogoś z dużym doświadczeniem żeglarskim, a do tego bardzo pożądana byłaby umiejętność fotografowania. – On spełnia z nawiązką te warunki – odrzekła z dumą. – Jest artystą i to bardzo dobrym artystą. Poza tym swoją własną łodzią odbył rejs na Morze Śródziemne. Pracował też jako rybak na farerskich kutrach u wybrzeży Grenlandii. To poważny człowiek”.
„Okazało się, że Borgne, piękna tłumaczka Tróndura, jest jego narzeczoną i gorąco popiera jego zamiar wybrania się z nami w podróż. – Dostarczy mu to nowych tematów do rysunków i rzeźb – wyjaśniała. A jak na prawdziwego marynarza przystało, całe przygotowanie Tróndura do wyprawy polegałoby na spakowaniu jego worka marynarskiego".
"Tróndur od samego początku udowodnił nam, że będziemy mieli z niego konkretny pożytek: nauczył nas łowić ryby. Już jako pięcioletni chłopiec w fiordach opanował te same umiejętności, które całe pokolenia farerskich rybaków wypraktykowały u wybrzeży Grenlandii i na Wielkiej Ławicy Nowej Fundlandii. Niewątpliwie trzeba mieć swoje wypróbowane sposoby, aby łowić ryby w tak głębokiej wodzie. Najpierw Tróndur wydobył ze swego marynarskiego worka solidny kawałek ołowiu, ważący chyba ze dwa kilogramy. Ciężarek ten uwiązał na końcu bardzo długiej liny, zamocowanej do dziwacznej płaskiej drewnianej ramy, która spełniała rolę bębna do nawijania liny. Jako przynęty użył kolorowych szmatek przyczepionych do zwykłych haczyków. Chlup! Masywny ciężarek zniknął za burtą, a w ślad za nim podążyły dziesiątki metrów liny odwijającej się nad relingiem. Głębokość pod nami wynosiła około sto metrów. Gdy tylko ciężarek dotknął dna, Tróndur zaczął powoli i płynnie wciągać linę, ale już po jakichś trzech metrach nagle szarpnął nią, chrząknął z zadowoleniem i dalej już bardzo szybko wciągał całą długość swojej wędki na pokład. – Masz coś? – skwapliwie zapytał Kormoran. – Dwie – lakonicznie stwierdził Tróndur, podczas gdy mokra lina opadała zwojami na pokład tuż obok jego gumowych butów”.
* Tróndur Patursson i Tim Severin w farerskim programie telewizyjnym Mælt – OBEJRZYJ TUTAJ
[cytaty i dolna fotografia pochodzą z książki Tima Severina "Podróż Brendana" w tłumaczeniu Ireny Gurskiej. Górne zdjęcie reprodukowano z książki "Myndaárbókin 1972. Árið ið fór". Foto Tróndurowej instalacji "The Deep Ocean" © Erik Christensen]
„Okazało się, że Borgne, piękna tłumaczka Tróndura, jest jego narzeczoną i gorąco popiera jego zamiar wybrania się z nami w podróż. – Dostarczy mu to nowych tematów do rysunków i rzeźb – wyjaśniała. A jak na prawdziwego marynarza przystało, całe przygotowanie Tróndura do wyprawy polegałoby na spakowaniu jego worka marynarskiego".
"Tróndur od samego początku udowodnił nam, że będziemy mieli z niego konkretny pożytek: nauczył nas łowić ryby. Już jako pięcioletni chłopiec w fiordach opanował te same umiejętności, które całe pokolenia farerskich rybaków wypraktykowały u wybrzeży Grenlandii i na Wielkiej Ławicy Nowej Fundlandii. Niewątpliwie trzeba mieć swoje wypróbowane sposoby, aby łowić ryby w tak głębokiej wodzie. Najpierw Tróndur wydobył ze swego marynarskiego worka solidny kawałek ołowiu, ważący chyba ze dwa kilogramy. Ciężarek ten uwiązał na końcu bardzo długiej liny, zamocowanej do dziwacznej płaskiej drewnianej ramy, która spełniała rolę bębna do nawijania liny. Jako przynęty użył kolorowych szmatek przyczepionych do zwykłych haczyków. Chlup! Masywny ciężarek zniknął za burtą, a w ślad za nim podążyły dziesiątki metrów liny odwijającej się nad relingiem. Głębokość pod nami wynosiła około sto metrów. Gdy tylko ciężarek dotknął dna, Tróndur zaczął powoli i płynnie wciągać linę, ale już po jakichś trzech metrach nagle szarpnął nią, chrząknął z zadowoleniem i dalej już bardzo szybko wciągał całą długość swojej wędki na pokład. – Masz coś? – skwapliwie zapytał Kormoran. – Dwie – lakonicznie stwierdził Tróndur, podczas gdy mokra lina opadała zwojami na pokład tuż obok jego gumowych butów”.
* Tróndur Patursson i Tim Severin w farerskim programie telewizyjnym Mælt – OBEJRZYJ TUTAJ
[cytaty i dolna fotografia pochodzą z książki Tima Severina "Podróż Brendana" w tłumaczeniu Ireny Gurskiej. Górne zdjęcie reprodukowano z książki "Myndaárbókin 1972. Árið ið fór". Foto Tróndurowej instalacji "The Deep Ocean" © Erik Christensen]
środa, 7 marca 2012
Tajemnice absolutnego centrum świata
„Najbardziej pożałowania godni wydają się jednak nadobni przybysze z cywilizowanego świata, kiedy od czasu do czasu pojawiają się na ulicach Tórshavn w charakterze angielskich, francuskich czy niemieckich turystów, snując się w deszczu i mgle z bezużytecznymi lornetkami zwisającymi smętnie na brzuchach, niby postacie z dantejskiego piekła. Łatwo zrozumieć ich głębokie westchnienie i niepocieszone miny, bo nie znając żadnego klucza do tego co ich otacza, skazują się na piekielną zaiste nudę głębokiej prowincji. Nie pojmują, że lepka mgła, w której mackach ugrzęźli, to ta sama odwieczna szaruga, z której ongiś powstał świat w pełni chwały, a brak im cierpliwości, by poczekać kilka dni, tygodni, czy miesięcy, aż cud się powtórzy i wody niebieskie zbiorą się w jedno, odsłaniając suchy ląd”.
(„Wilgotna ojczyzna” w tomie „Zaczarowane światło”, tłumaczenie Franciszek Jaszuński, podłubałem minimalnie w pierwszym cytacie, bo zdaje się, że była literówka)
czwartek, 9 lutego 2012
O sprawach przyziemnych i nieokreślonych
„Nigdy bym nie uwierzyła, że krajobraz może napawać lękiem” – portretuje w „Hanulce Jozy” górskie pogranicze Czech i Słowacji Květa Legátová. „Posiniałe skaliska przecinały las, w którym wiły się kręte ścieżki, niesamowicie poplątane i zwodnicze. Krzyżowały się w taki sposób, że można było krążyć po nich w nieskończoność. W dole huczała rzeka, tak rwąca, że tylko upalnym latem, kiedy woda opadała, dało się przejść na drugi brzeg po wystających kamieniach. Ze wszystkich stron świata dobiegał świst wiatru. Na śmiesznych połaciach równej ziemi, w niektórych miejscach piaszczystych i suchych, w innych porosłych trawą albo mchem i nasiąkniętych wodą wypływającą z mnóstwa ukrytych źródeł – tylko na tych spłachetkach otaczała mnie cisza, która po chwili zaczynała stawać się upiorna. Drewniane, niskie, samotne chałupy ginęły w krajobrazie”. (tłumaczenie Dorota Dobrew)Jest w tym opisie – proszę mnie poprawić – dalekie echo Wysp Owczych.
Zmieniają się i inne miejsca. Niedaleko zagajnika w Trongisvágur powstaje nowy stadion klubu piłkarskiego TB Tvøroyri, obok szkoły Meginskúlan na Sandoy kształtów nabiera bryła hali sportowej, w Tórshavn rozpocznie się niebawem realizacja bardzo ciekawego architektonicznie kampusu uczelnianego Skúladepilin við Marknagil, a na północno-wschodnich peryferiach archipelagu w planach jest nowy, prawie dwukilometrowy tunel drogowy. Koszt hali, kampusu i tunelu to kolejno 27, 391 i 140 milionów koron farerskich.
[foto 1 © Jógvan á Dul, park Viðarlundin w Tórshavn. Foto 3 © Jógvan Helgi Hansen. Foto 4 © Jógvan Horn, podoceaniczny tunel Leirvík - Klaksvík otwarty w kwietniu 2006 roku]
czwartek, 19 stycznia 2012
Przyboje jak pałace i wąsiska plazmoidów

W języku farerskim istnieje piękne słowo „brim”, na które brak odpowiednika w języku polskim. Gdy fale tłuką potężnie o brzeg i zdradliwymi rozbryzgami wdzierają się w głąb lądu tworząc skroploną mgiełkę – wówczas Farerowie zamiast synonimów określających sztorm („stormur”, „ódn”) używają terminu „brim”. Kombinuję, że sztorm to zjawisko szersze – fale, wichura, opady; „brim” zaś odnosi się tylko do fal, ich właściwości i dynamiki.W środowe popołudnie „brim” uchwycili na zdjęciach Jóannis Sørensen i Torkil Strøm. Jóannisowi udało się to w Viðareiði, a Torkilowi nieopodal Vágur, a więc w dwóch skrajnych częściach archipelagu.
Flauta jest dziś jedynie dalekim wspomnieniem na starych fotografiach.
[Zdjęcia fal wykonano 18.1.2012, © Jóannis Sørensen, Torkil Strøm. Zachód słońca w Viðareiði © J. Sørensen]- - -
Niedzielny wieczór 22 stycznia. Kosmiczne obłości nad Koltur i Tórshavn.

[© Jonhedin Herason Trondheim, Ólavur Frederiksen]
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)





















