wtorek, 15 września 2009

Orka & Yann Tiersen zagrają w Polsce














[foto: myspace.com/orkaonline]

Na dwa koncerty w Polsce przyjeżdżają już niebawem eksperymentaliści z Innan Glyvur na Wyspach Owczych – zespół Orka. 24 września zagrają w warszawskiej Progresji, dzień później w poznańskim Eskulapie.

Z chłopakami muzykującymi na beczkach olejowych, spryskiwaczach i szlifierkach wystąpi francuski multiinstrumentalista Yann Tiersen. Mało prawdopodobny jest natomiast udział krowy, która ryknęła zza ściany w jednym z utworów na debiutanckim albumie Orki, "Livandi oyða" (materiał nagrywano na farmie).

To bodaj trzeci przypadek, kiedy muzycy z Wysp Owczych odwiedzają Polskę. Wcześniej gościł w naszym kraju folkmetalowy zespół Týr i gitarzysta Stanley Samuelsen z grupą Acoustica Trio.

Orce i Yannowi towarzyszyć będą Tymon Tymański & The Transistors. W obliczu tego jak powstawała płyta Farerów, klasyczne wersy z "Wesela", o oliwieniu starych sworzni, zabawie mutrami i spędzaniu dnia i nocy za tokarką, stają się aktualne jak nigdy wcześniej.

Nota prasowa o koncercie.

czwartek, 10 września 2009

Szczęśliwa twierdza Toftir













[foto: Álvur Haraldsen - Sosialurin, portal.fo]

Wyspy Owcze pokonały 2:1 Litwę w meczu eliminacyjnym do przyszłorocznego Mundialu, rozegranym na stadionie Svangaskarð w Toftir. Bramki dla zwycięzców strzelili Súni Olsen z Víkingura i Arnbjørn Hansen z EB/Streymur.

Bycza sprawa, biorąc pod uwagę niezłą klasę rywala i fakt, że na zwycięstwo w grze o punkty Farerzy musieli czekać aż osiem lat (ostatnio wygrali w roku 2001 z Luksemburgiem).

Brawo piłkarze, brawo Brian Kerr!

środa, 19 sierpnia 2009

Wędrująca chata













[foto: Dávur Winther]

W Klaksvík stary dom wgramolił się na naczepę ciężarówki i przejechał dzielnie na drugi koniec miasta.
– Nie zauważyłem go, musiał wskoczyć kiedy przepuszczałem staruszkę na pasach – skomentował dla farerskiej telewizji kierowca tira.

czwartek, 16 lipca 2009

Subtelny szum znad Wysp Śpiewających








[foto: Ólavur Frederiksen – www.faroephoto.com]

Dziś w Kirkjubøur startuje Við Múrin – pierwszy z trzech tegorocznych festiwali muzyki rozrywkowej na Wyspach Owczych. Za tydzień piąta edycja G! Festivalu w Syðrugøcie, a na początku sierpnia kolejny jubel – Summar Festivalur w Klaksvík. Bez wielkich gwiazd i zadęcia, za to z plejadą lokalnych artystów i gawiedzią chętną do beztroskiej zabawy.
Jeśli ktoś zechce zakpić z farerskich imprez, to napomknę tylko, że na minione odsłony G! Festivalu bilety rozchodziły się jak ciepłe kajzery i w koncertowym maratonie uczestniczyło każdorazowo sześć tysięcy widzów. Co ósmy mieszkaniec archipelagu!
W tym roku organizatorzy G! przygotowali dla publiki m.in. fińskie łaźnie i popisy połykaczy ogni z Czech, a na Við Múrin (po naszemu – Przy Murze) oprócz występów śpiewaków zobaczyć będzie można także kultowych komików z Pipar og Salt.
The Dreams, Hanus G. Johansen, Páll Finnur Páll, Týr, Martin Joensen, ORKA, Boys in a Band, Stanley Samuelsen, Frændur, 200, Teitur, Linda Andrews, Moby the Pink Pilot, Lena Anderssen, The Ghost, Guðrið Hansdóttir, SIC, Dánjal á Neystabø, Birita Poulsen, Bet You Are William, Annika Hoydal, Hans Jacob Kollslíð & Kári Sverrison, Petur Pólson, Frau, Ran Domo, Djór, Lady Fire, Knút, Faroe 5, Høgni Lisberg, Anna Nygaard, Oniontree, Crawling Blue, Hallur Joensen i kilkoro innych – w trakcie trzech festiwalowych tygodni zaprezentuje się spora część farerskiej nuty.
I tylko popowi emeryci z Ace of Base i transowy tłuk DJ Tiesto pasują do tego towarzystwa jak pięść do nosa…

Oficjalne strony imprez:
Við Múrin
G! Festival
Summar Festivalur

niedziela, 5 lipca 2009

Olimpiada obfitości













[foto: Álvur Haraldsen - Sosialurin, portal.fo]

34 złote, 23 srebrne i 24 brązowe medale – oto dorobek farerskich sportowców w zakończonych w sobotę Igrzyskach Wysp na Alandach. Nie znalazłem w polskich mediach absolutnie żadnej wzmianki na temat tej imprezy, dlatego wbijam na bloga aż trzy posty à propos, z pełną świadomością, że i tak nikt tego nie przeczyta*.
Na zakończenie imprezy po złoto sięgnęły farerskie siatkarki, pokonując w finale panie z Saremy 3:2. Jeszcze w fazie grupowej, w meczu z Gotlandią, żeńska drużyna Wysp Owczych dokonała rzadko spotykanego wyczynu, wygrywając drugiego seta 25:2. Gotlandkom udało się zdobyć pierwszy punkt przy stanie 0:18.
Z kronikarskiego obowiązku, dla pamięci: Na kwotę 81 farerskich laurów złożyły się czterdzieści trzy medale w pływaniu, po jedenaście – w łucznictwie i gimnastyce, dziewięć w judo, pięć w badmintonie i po jednym – w siatkówce i lekkiej atletyce. Absolutnym tytanem okazał się pływak Pál Joensen, który zdobył aż szesnaście krążków, z czego połowę złotych. Lista wszystkich medalistów ujawni się po kliknięciu.
Mieszkańcy Wysp Owczych mają więc kolejny pretekst do świętowania. W najbliższym tygodniu czeka ich niejeden bal, jak kraj długi i szeroki.
Kolejne igrzyska NatWest Island Games odbędą się w 2011 roku na wyspie Wight.

* a jeśli przeczyta, to puknie się w czoło i zamamrocze niepochlebnie na cześć autora, bo na cholerę dłubać w błahostkach i podniecać się jakimiś nieistotnymi zawodami z marginesu sportu. A gówno! – odpowie autor. – Szum informacyjny puchnie i mogę pisać nawet o tym, że od kwadransa nie przejechał żaden samochód drogą z Funningur do Gjógv, a różowa owca Pætura z Oyrabakki nauczyła się smażyć omleta.

wtorek, 30 czerwca 2009

Już prawie dwa tuziny medalionów!














[foto: Álvur Haraldsen - Sosialurin, portal.fo]

Po pierwszych dwóch dniach Igrzysk Wysp na Alandach w klasyfikacji medalowej prowadzą nasze kochane Wyspy Owcze. Farerscy sportowcy stawali na podium już 23 razy, w tym siedmiokrotnie na pudle z cyfrą jeden.

Medale z najcenniejszego kruszcu zdobyła drużyna badmintonistów (3:1 w finale z Grenlandią), sztafeta pływaków 4 x 50 m stylem zmiennym, sztafeta pływaczek 4 x 50 m stylem dowolnym, judocy Jógvan Páll Kristiansen (kategoria do 73 kg) i Búgvi Poulsen (do 81 kg) oraz tytani basenu - Katarina S. Lamhauge na 50 m stylem klasycznym i Pál Joensen na 1500 m stylem dowolnym. Ten ostatni jest absolutnym liderem ekipy Farojów, ponieważ ma na koncie także srebro na 200 m stylem zmiennym i brązowe medale na 100 m klasykiem i 200 m motylkiem.

Olimpiada potrwa do soboty.

wtorek, 23 czerwca 2009

Zagadaj do Farera













Wszyscy, którzy pragną pokonwersować z przygodnie napotkanym facetem z Æðuvík lub sprawić komplement dziewczynie z Fámjin w ich rodzimym narzeczu, powinni zaopatrzyć się w książki Hjalmara P. Petersena i Jonathana Adamsa Faroese: A Language Course for Beginners - Textbook. With CD (Stiðin, 2009) oraz Faroese: A Language Course for Beginners – Grammar (Stiðin, 2009). Język farerski na wyciągnięcie ręki – wyszperaj, zamów, przyswajaj. Któż nie chciałby dostać przesyłki pocztowej z Wysp Owczych?!

Jak donoszą farerskie media, w osadzie Saltangará otworzono nową knajpkę. Lokal nazywa się Café Péche, a właścicielowi na imię Per („Zwracajcie się do mnie per Per”). Obierajcie azymut na Heiðavegi 44. Dla pierwszej osoby, która wrzuci fotkę aktualnego menu funduję nagrodę-niespodziankę!

W sobotę 27 czerwca na Wyspach Alandzkich rusza trzynasta edycja Igrzysk Wysp. Sportowcy farerscy będą walczyć o medale m.in. z reprezentantami Rodos, Kajmanów, Gibraltaru, Grenlandii i feudalnej monarchii Sark (więcej na http://www.islandgames.net/). Na środku bloku w kobiecej drużynie siatkarskiej Wysp Owczych zagra H., która pożyczyła mi i Maćkowi klucze do letniej chatki w Víkar. Koyr á Føroyar!

poniedziałek, 4 maja 2009

Zmarł Janus Kamban




[foto: portal.fo + Erik Christensen, Porkeri]

W sobotę, 2 maja 2009 roku, zmarł Janus Kamban, wybitny farerski rzeżbiarz, malarz i grafik. Był ostatnim żyjącym przedstawicielem pierwszego pokolenia profesjonalnych artystów na Wyspach Owczych. 10 września skończyłby 96 lat.
Kamban urodził się i dorastał w Tórshavn, jako najstarszy z siedmiorga rodzeństwa. Ważnym momentem jego młodości było poznanie duńsko-farerskiego malarza Gudmunda Hentze, który w 1930 roku przybył na archipelag wykonać na zlecenie rządu farerskiego obraz-prezent dla Islandczyków, świętujących tysiąclecie istnienia parlamentu. Hentze, zauroczony talentem młodego Janusa, zaproponował mu wyjazd do Danii. Havneńczyk nie wahał się długo – w dniu 17. urodzin spakował skromny tobołek, pożegnał liczną familię i wsiadł do łodzi płynącej na kontynent. Po dwóch latach studiów malarskich i terminowania u Hentzego zainteresował się rzeźbą, co zaowocowało przenosinami na odpowiedni wydział Królewskiej Akademii Sztuk Pięknych w Kopenhadze. Cztery lata pasjonującej praktyki pod okiem charyzmatycznego i nieco ekscentrycznego profesora Utzona-Franka zaowocowały pierwszą autorską wystawą w Pałacu Charlottenborg.
Kamban był współzałożycielem emigracyjnego Stowarzyszenia Artystów Farerskich – organizacji utworzonej w 1941 roku w Kopenhadze z inicjatywy grupy wyspiarzy, którzy z powodu wojny nie mogli powrócić do ojczyzny.
W 1970 roku został mianowany pierwszym dyrektorem nowowybudowanej Narodowej Galerii Sztuki w Tórshavn. Pełnił tę funkcję przez osiem lat.
Jest twórcą wielu publicznych monumentów, płaskorzeźb, popiersi, grafik artystycznych, szkiców i rzeźb, z bodaj najbardziej charakterystyczną „Maður og kvinna”, stojącą w centrum stolicy Wysp Owczych, między biblioteką miejską a budynkiem parlamentu.
Tajemniczą kwestią jest obecność profilu Janusa Kambana na facebooku. Gdy zapytaliśmy zarządcę galerii w Sandur, czy to możliwe, by prawie stuletni mężczyzna uczestniczył w portalu społecznościowym, nasz rozmówca odparł, że z temperamentem i pasją Janusa nie jest to wcale takie nieprawdopodobne. Z kolei pewna pisarka stwierdziła, że to na pewno pomyłka, co jest o tyle dziwne, że ma Kambana wśród 782 znajomych…

piątek, 17 kwietnia 2009

Wiosną trudniej o nostalgię?













Vestmanna jest już tylko wspomnieniem, ale w piwniczce u E. leży moja hulajnoga, po którą kiedyś miło byłoby wrócić. W kantynie fabryki została po nas książka, w bibliotecznej bazie numer karty, w banku resztki oszczędności, a na maszynie filetującej dyskretnie wydłubane nożem pozdrowienia. I tyle, koniec, nic więcej. Łzawy melodramat.

Po każdych mistrzostwach sportowych na Farojach - czy grają dzieci, młodzież czy seniorzy, w futbol, sito czy cokolwiek - wręczający medale Bardzo Ważny Oficjel intonuje na cześć zwycięzców gromkie "Hura, hura, hura!". Kilka dni temu, pierwszy raz w historii, okrzyk dedykowany był piłkarzom ręcznym H71 Hoyvík, którzy w dwóch finałowych potyczkach rozprawili się z "naszym", żółto-niebieskim VÍF - 21-krotnym mistrzem Wysp Owczych.

środa, 1 kwietnia 2009

Przetwórniana rapsodia
















W vestmańskiej przetwórni każdy dzień wygląda bliźniaczo. O godzinie 8:01 M. lub ktoś inny naciska guzik i za pomocą pochylni kieruje część ryb z wielkiego zielonego pudła do stalowej kuwety. O 8:02 twarz M. lub kogoś innego jest już delikatnie zroszona lepką mazią z rybimi faflukami.
Siedem minut później J. postanawia zjeść pierwszą landrynkę. Ponieważ nie ma czasu na zdejmowanie rękawic, które ułatwiają mu przerzucanie ryb, postanawia pominąć ten element. Cukierek smakuje oceanem, część planktonu osadza się na brodzie, nosie i w kącikach ust niezrażonego J.
Tuż przed pierwszą przerwą H. mówi do S. "Ładnie dziś wyglądasz". Dziewczyna jest wdzięczna. "Dziękuję. Masz łuskę na policzku".
Każdego dnia nad piękną E. roztacza się oszałamiający zapach proszku do prania. Walka z wonią rybiego farszu i wilgoci trwa - aromat proszku E. to broń zabójcza.

Lekcja języka farerskiego dla początkujących (pierwszy wyraz po farersku, po myślniku - polski odpowiednik): lampa - lampa; sofa - sofa; ballón - balon; kommoda - komoda; krani - kran; traktorur - traktor; tamburin - tamburyn; krabbi - krab, nøs - nos; balett - balet, betong - beton; salong - salon; stivlar - kalosze.

niedziela, 29 marca 2009

W Twojej piwnicy też jest kraniec świata













Jeden z sześciuset dwudziestu dwóch krańców świata w okolicach Wysp Owczych znajduje się na przylądku Akraberg. Powiedzieć, że na Akraberg pierońsko zawiewa to oczywistość, fraza równie odważna jak te w stylu "latem w Dubrowniku możesz opalić nos".
Na akraberskich peryferiach zadomowiła się wesoła banda: latarnia morska, szopa i dom latarnika, zagracony bunkier oraz dwa kilkudziesięciometrowe szkieletory nadawcze. Familia Wygwizdowskich.

środa, 25 marca 2009

Maszynista życia
















Zawirowała w oku łza, a wspomnienie dzieciństwa buchnęło jak dym z saletry: na vestmańskim mini-boju kilku chłopaków rozpisało sobie przy niedzieli mistrzostwa futboła, tak jak drzewiej my na naszym kamienistym osiedlowym estadio. U nas wybierało się ekipy egzotyczne - Southampton, Wigry Suwałki, HJK Helsinki, Bohemians Praga. Nasi farerscy kontynuatorzy tradycji poszli po nieco mniejszej linii oporu, grając jako Manchester United, Arsenal i Liverpool. Mieli zeszyt i długopis, by wszystko skrzętnie notować, na podorędziu znalazł się także gwizdek, stoper i trzy zapasowe piłki. Rzetelny futbol, ciepy z prawego michała, zatykająca skleja na cyc, odchyl się i mocno, wolisz być hotdogiem czy kulketem? Przed laty graliśmy 365 dni w roku... Potem przychodził Pyza albo Kosi i wysyłali wszystkich do piłkarskiego żłobka. Drewbud do momentu wyprowadzki był najefektowniej rzucającym się golkiperem na zachód od Dniepru, a przyjacielskie wślizgi Grzesia dwiema wyprostowanymi nogami na splot ceniliśmy sobie drożej niźli złoto. Prężnie działały sekcje tenisa o ścianę, basketbołu, wspinaczki drzewnej, skoków na starych bmx'ach, tramwajarza, chowańca i słynnej na całą Polskę zabawy w autobusy. W piątkowy wieczór po zakończeniu roku szkolnego zawsze lało, a harcerze pakowali ekwipunek na Stara. Piliśmy zimnego ptysia, mieliśmy więcej frajdy niż namiot Fosy dziur.

W kwestii teraźniejszości - jechałem koleją na Wyspach Owczych. Ciekawa sprawa, biorąc pod uwagę, że w tym kraju nie ma pociągów. Jest za to wąskotorówka w kameralnej kopalence węgla w okolicach Hvalby. Na całość taboru składa się kilka wagoników, torowisko ma nie więcej niż 400 metrów długości. W roli lokomotywy wystąpiłem ja, pękaty wagon był akurat pusty, więc jazda po krzywych szynach poszła jak z płatka.

W górach między Sumbą a Loprą stał się cud. Maćkowi wywiało z rąk pustą paczkę po Haribo, a że wietrzysko było przepotworne, w kilka sekund straciliśmy naszą zgubę z pola widzenia. Potem wspięliśmy się na strome zbocze zrobić kilka poglądowych fot, zachłysnąć się bryzą i położyć na wichurze jak Klimek Murańka, gdy oto po dobrych pięciu minutach... papier po żelkach przyfrunął do nas z powrotem. Marvel rzucił się po niego jak rasowy libero, nie zważając na gęsto usiane owcze bobki i pewnie schwycił łup w rozcapierzone sęki. Tak dopełniło się misterium.

niedziela, 15 marca 2009

Pustelnicy mają mokre ciżmy





































Ahoj! Dzieje się sporo, brakuje jeno czasu, by wszystko spisać. W kolejce po zakupy porozmawiałem z Tróndurem Paturssonem, przy szatni w bibliotece narodowej nawiązałem nić porozumienia z pisarzem Steinbjørnem B. Jacobsenem, Maciek spełnił jedno z marzeń życia, skąpałem się (buty, skarpetki, spodnie, gacie, plecak) w górskim strumieniu na północnych pustelniach Vágar, potem musieliśmy jeszcze dwukrotnie przeprawiać się boso przez drastycznie lodowatą wodę, w końcu za trzecim razem, już po zmroku, uznaliśmy, że pal licho zdejmowanie butów - i tak były do cna przemoczone przez stąpanie po moczarach. Przygodnie spotkana w autobusie dziewczyna zaoferowała nam nocleg w pustostojącej, letniej chatce na najbardziej wysuniętej na południe wyspie Suðuroy. Spędzimy tam cały następny weekend.

Jest kilka powodów dla których darzę Wyspy Owcze ogromnym sentymentem. Jednym z nich jest to, że farerskie realia wdzięcznie zaspokajają potrzebę samotności, jeśli ktoś jej sobie w danym momencie życzy. Któregoś razu łaziłem po opłotkach Havnu, lało jak upiór, ludzie tradycyjnie pochowani w autach, światła w domach pogaszone, okazało się, że prawie całe Hoyvík skupiło się w hali sportowej obejrzeć batalię zawsze groźnych szczypiornistów H71 z przeambitną ekipą KÍF. Obejrzałem końcówkę, postałem ramię w ramię z Allanem Mørkøre i ruszyłem w stronę centrum Tórshavn. Szedłem skalistymi przedmieściami, żwirową dróżynką, deszcz tłukł, potok szemrał jak najęty, a ja czułem się przejmująco samotny. I żeby było dziwniej - nie był to stan przykry.

czwartek, 5 marca 2009

Proste plecy, miękka kiść














Nieodgadnione są losy tułacza, który decyduje się podróżować po Wyspach Owczych autostopem. Na opłotkach Klaksvík, przy najbardziej uczęszczanym szlaku komunikacyjnym archipelagu, zdarzyło mi się machać ponad pół godziny, innym razem - w dwójnasób z Maćkiem - odstaliśmy ponad godzinę w deszczu przy podobnie ruchliwej arterii lotnisko - stolica. Z kolei gdy zależało nam na czasie w walce o prom na Sandoy, do złapania okazji wystarczył jeden niemrawy ruch łokciem.
Na gest zareagował sędziwy mężczyzna w rozklekotanym białym kombi, toczącym się w kierunku Gamlarætt z prędkością 20 km/h. Drzwi z prawej strony zaryglowano olbrzymią wędką, w miejscu tylnej szyby łopotała folia, a gdy wpakowaliśmy się do wozu, okazało się że szyba jednak jest, ale w postaci pokruszonego szkła na całej długości siedzenia, w związku z czym musieliśmy przycupnąć ostrożnie kantem w opcji fakir. Jegomość jechał nad ocean wypróbować nowy haczyk. Był rozmowny, pogodny i upiornie oszpecony przez jakąś straszną chorobę. Później, już z okna promu, patrzyliśmy jak cieszy się z niedzielnego słońca i skacze dziarsko po nabrzeżu w poszukiwaniu najlepszego miejsca na zarzucenie wędziska.
Galeria postaci, które życzliwie zdecydowały się zabrać mnie z pobocza jest spora i choć prawdopodobnie nigdy nie przeczytają tych słów i pewnie nigdy się już z większością nie spotkam, to chciałbym im uprzejmie podziękować i zapisać w pamięci, choćby w postaci tego lichego posta. Notkę dedykuję młodemu organiście z Lambi, nauczycielowi z Vestmanny, młodej biznesmence z Klaksvík jadącej na kolację do restauracji w Kambsdalur, mężczyźnie z naszej fabryki, który dostrzegł mnie na nieoświetlonym odcinku drogi, miłej pani z Eysturoy, która w pewien wietrzny niedzielny wieczór wyprawiła się z córką do szpitala w Tórshavn, panu z Kunoy, dla którego nie było istotne że - przemoknięty do cna - moczę mu fotel, pieknej siatkarce SÍ i - kiedy indziej - jej koledze z klubu, starutkiej kobiecinie z Sandoy, której auto mogłoby śmiało powalczyć o tytuł "najbardziej zakopcone fajami wnętrze roku". Dziękuję i pozdrawiam budowlańca w dostawczym przed tunelem do Gásadalur, panią ze Skopun - wnuczkę właściciela najstarszego betonowego domu na Farojach, a także dyrektora biura podróży z Havn, młodego melomana ze Skáli, matkę i córkę na odcinku Kollafjorður - Leynar, parę narzeczeńską za zakrętem w Stykkið, emeryta z kilku notek wstecz, nieśmiałego dżentelmena za brawurowy manewr hamowania w tłoku nieopodal ronda w Skipanes oraz wszystkich, których w tej chwili nie pomnę, a byli dla mnie tego czy owego dnia bezinteresownie serdeczni. Stokrotne dzięki!

czwartek, 26 lutego 2009

Obiad był smaczny a pożywny

















Zaaplikowałem sobie dziś spacer po okolicach Vestmanny, zrobiłem kilka fot (efekt powyżej) i szykuję się do pracy. Zapowiada się luźniejszy dzień, bo o 18 będzie przemawiał szef przetwórni. Klasyczne zebranie szeregowców trudu robotniczego - kawa, ciasto, ploty. Biegnę zgolić wąsy. Tysiąc machnięć.